Dziecko na kruchym lodzie…

7 komentarzy

eksperymenty moje przemyślenia Polecamy

           Najlepsi przyjaciele od dzieciństwa nie rozstawali się na krok jeden za drugim wskoczyliby w ogień… Wspólnie grali w piłkę, łowili ryby, nikt nie przypuszczał, że zginą też razem i to tego samego dnia. Piękny zimowy poranek, za oknem prószy śnieg, w końcu ferie, gdy tylko chłopcy zjedli śniadanie wybiegli spotkać się na podwórku…

            10 letni Krzyś i rok straszy Daniel w końcu mieli przed sobą dwa tygodnie wolnego od szkoły. Rodzice w pracy, a my mamy cały dzień dla siebie. -Co robimy? może ulepimy bałwana -Świetnie i z  zapałem zabrali się do pracy, każdy chciał ulepić jak największą kulę. Wspólnie się śmieli, rzucali śnieżkami, odciskali orły na puszyście gładkim śniegu… -Wiem! pobiegniemy nad staw, tydzień temu widziałam, że był cały zamarznięty, nawet na łyżwach ktoś jeździł, może uda nam się przejść na wyspę! – Nie! no co ty, lód nie jest już taki gruby -Ej! nie bądź mięczak, widziałem wczoraj jak nasz sąsiad łowił ryby na stawie, spokojnie można jeszcze chodzić po stawie -No nieee wiem… mama nie będzie zadowolona, jak się o tym dowie  -Przecież jej tu nie ma, a ja nic nie powiem, dawaj biegniemy! Kto ostatni ten zgniły kartofel! Pobiegli, beztrosko, radośnie, niewinnie… Wiatr rozwiewał ich spocone głowy, czapki pozrzucali gdzieś po drodze, bo tego dnia było cieplej niż w ostanie dni. -Pierwszy! -Ej! to nie fair! Szybciej wysterowałaś! -Spoko możesz się zrewanżować, idziemy na wyspę zobacz, że lód jest jeszcze całkiem gruby -No nie wiem…- Ja idę, a ty jak wymiękasz to stój tu jak baba! Poszedł… kolega patrzył nie wiedząc co robić, patrzył i obserwował jak jego najlepszy przyjaciel oddala się co raz dalej… i dalej… nagle jeden wielki trzask, plusk i krzyk! O Jezu! Ratuj! Ratuj mnie! Pomóż! Krzyś pobiegł w kierunku Daniela, ale już żaden z nich, nigdy nie wrócił na brzeg… Po wielu godzinach zrozpaczeni rodzice wraz z policją rozpoczęli poszukiwania, najpierw znaleźli bałwana ulepionego na polu niedaleko starej brzozy, dalej poszli śladami pozostawionymi na śniegu, znaleźli dwie czapki -To Krzysia i Daniela! Krzyknęła jedna z mam. Leżały jedna obok drugiej, niemalże przytulone do siebie… Łzy i czarne myśli coraz bardziej napływały do głowy każdego z .rodziców… Nad stawem, już nikt nie miał wątpliwości co się wydarzyło. Zrozpaczeni rodzice patrzyli pustym wzrokiem w stronę wyspy na środku stawku… Krzyk i rozpacz rodziców rozdzierały serca wszystkich zgromadzonych wokół… Nikt nie potrafił powstrzymać łez, nikt nie potrafił zrozumieć dlaczego… Przecież to byli tacy mądrzy i dobrzy chłopcy, jak mogło do tego dojść…

           Co roku dochodzi do kilkunastu wypadków na lodzie z czego część kończy się śmiertelnie. W innych przypadkach dochodzi do śpiączki lub trwałych uszczerbków na zdrowiu. Najczęściej ofiarami padają nieświadome konsekwencji dzieci. Dzieci, które od niedawna korzystają z samodzielnych wyjść i nie potrafią odpowiednio oszacować grubości lodu, oraz skutków jego załamania… a przecież taka zimowa ślizgawka, to świetna zabawa. Choć mój Adaś nie wychodzi jeszcze samodzielnie na dwór, to przy każdej wizycie nad stawem opowiadam mu, widząc ogromne zainteresowanie zamarzniętym zbiornikiem wodnym, dlaczego  nie wolno na niego wchodzić, że nie wiemy jak gruby jest lód… Gdy kiedyś spacerowaliśmy po zamarzniętym morzu zupełnie blisko brzegu Adaś zapytał, czy to bezpieczne? Powiedziałam mu, że teraz tak, bo jest gruby lód wiele dni były bardzo niskie temperatury, więc można chodzić po brzegu skutego lodem morza. Jednak w tym samym momencie uzmysłowiłam sobie, czego uczę takim zachowaniem swoje dziecko, gdy wspólnie z nim spacerujemy po zamarzniętym morzu. Przecież  on nie jest w stanie określić grubości lodu, a gdy kiedyś syn będzie starszy, a lód będzie cieńszy i on wejdzie, bo gdy był mały to tak spacerował z rodzicami… Nigdy więcej nie powtórzyłam podobnej rzeczy.

             Kolejna sytuacja, która zainspirowała mnie do tego postu, to zasłyszana podczas ostatnich świąt sytuacja. Dotyczyła mojego chrześniaka w tej chwili już 18 latek zdrowy, rezolutny, fajny chłopak 🙂 Opowiedział jak kiedyś zjeżdżał na sankach… Pech chciał, że górka kończyła się blisko stawku… lód nie wytrzymał kolejnego zjazdu i pękł… Ze stawku pomógł mu wydostać się kolega, cały przemoczony i prawie zamarznięty dotarł do domu. Nikt nie wzywał pomocy. Wspólnie z bratem osuszyli ubranie, ogrzali prawie zamarznięte ciało i skończyło się tylko na strachu…

           Ja mam nadal małe dzieci i może za pomocą tego postu, poprzez zaprezentowanie filmu z naszym eksperymentem, pokażę możliwe skutki wchodzenia na lód nie tylko moim dzieciom, ale również Waszym. Może dzięki niemu kiedyś, ktoś uratuje życie swojego dziecka lub innego człowieka… Choć nikomu nie życzę, by przeżywał to w realnym życiu!

Jak pomóc topiącemu się pod lodem  człowiekowi:

  • rozejrzyj się czy w okolicy nie ma grubego kija, deski, sanek, liny, szalika lub innego przedmiotu, który możesz wykorzystać, aby podać tonącej osobie.
  • wchodząc na lód połóż się i poruszaj czołgając się, żeby rozłożyć ciężar ciała na jak największej powierzchni i zminimalizować ryzyko zapadnięcia się lodu;
  • jeśli towarzyszą ci inne osoby, możecie razem położyć się na lodzie, złapać za nogi tworząc łańcuch i czołgając się zbliżyć do osoby tonącej, po wyciągnięciu jej wycofajcie się nadal czołgając się i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów;
  • jeśli jest taka możliwość, przed wejściem na lód zabezpiecz się liną, trzymaj innej osoby, przywiąż się szalikiem.
  • nie podawaj ręki bezpośrednio osobie poszkodowanej – tonący może cię wciągnąć pod lód.

Jeśli nie czujesz się na siłach i nie widzisz możliwości, aby udzielić pomocy, nie ryzykuj i nie wchodź na lód. Wezwij profesjonalną pomoc pod numerem 112!

Co zrobić, jeśli to jednak my wpadniemy pod lód?

  • będzie to trudne, ale postaraj się uspokoić i odpowiednio ocenić sytuację, nie marnuj ostatnich sił, które będą ci potrzebne, aby się uratować.
  • jeśli widzisz wokół jakiś ludzi, którzy mogą ci pomóc – krzycz i wołaj o pomoc! Jeśli jesteś sam, nie marnuj sił na krzyczenie, masz niewiele minut aby się uratować, ponieważ organizm wyziębia się w wodzie wielokrotnie szybciej niż na powietrzu, a ubranie zwłaszcza zimowe, szybko przemaka i zwiększa swój ciężar, dodatkowo wciągając pod wodę.
  • wybierz miejsce, w którym lód w przeręblu wydaje się najgrubszy i postaraj się wyjść wyciągając się na plecy, ale nie na brzuch, postaraj się położyć na lodzie i podciągnąć na łokciach
  • kiedy już wyjdziesz z wody doczołgaj się do brzegu na brzuchu, nie stawaj na nogach! Nie biegnij! Bo możesz ponownie wpaść!
  • Wezwij pomoc, wychłodzenie organizmu postępuje bardzo szybko, więc potrzebujesz odpowiedniej i szybkiej pomocy lekarskiej!

 


Zapraszam na film


7 comments

  1. Buunia.pl

    W podstawowce nauczycielka od wf-u zabrala nas, cala klase, na zamarznięty staw, lod był bardzo groby i oczywiscie nic sie nie stalo. Jednak z perspektywy czasu troche przeraża mnie jej zachowanie. Nie pozwoliłabym aby moje dziecko ktos tak narażał.

  2. Gabi

    Przydatne informacje, dzięki! Dobrze pamiętam, jak wracając ze szkoły w pierwszej klasie podstawówki chodziłam po zamarzniętej rzece z koleżankami, również nad tzw. „głębią”.. nawet nie chcę myśleć, jakby mogło się to skończyć.. dlatego tak ważne są rozmowa i uświadamianie naszych dzieci..

  3. kobieta(nie)pracujaca

    Super filmik 🙂 Przed nami ferie zimowe, uważam że każdy rodzic powinien pokazać ten filmik swojemu dziecku ku przestrodze 🙂 Moje dziecko jeszcze samo nie wychodzi z domu, ale jak tylko dorośnie na pewno zobaczy ten film 🙂 Pozdrawiam

  4. Monia

    Ważny temat, trzeba ludzi edukować, bo aż włosy stają dęba jak się widzi na Instagramie matki dumne z tego, że ich dzieci chodzą po zamarźniętych rzekach czy stawach 🙁

  5. Rodzic ktory sam chodzil kiedyś po lodzie,ale wtedy nie bylo Moje Dzieci Kreatywnie ;)

    Znakomity i mocny przekaz.Gratuje pomysłu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Translate »