Rodzinne trasy rowerowe w Polsce- Konkurs

2 komentarze

duża motoryka podróże Polecamy Zabawy ruchowe

        Lato to doskonały czas na rodzinne chwile na rowerze. Możliwości wspólnego podróżowania na dwóch lub czerech kółkach, z fotelikiem czy przyczepką jest całe mnóstwo. Takie wycieczki nie tylko zbliżają rodzinę, wpływają świetnie na kondycję, ale często pozwalają przeżyć niezwykłe przygody. Nie wątpię w Waszą pomysłowość na wspólne ,,rowerowanie”.

        My mieszkamy w Gdańsku i mamy tu kilka swoich ulubionych miejsc do jazdy na rowerze dla dzieci. Jeśli Wy również w swoim mieście lub okolicy macie ulubioną trasę na wspólne wycieczki, to prześlijcie do mnie krótki opis trasy oraz zdjęcie, a ja zamieszczę informację o tym w artykule o rodzinnych trasach rowerowych.

       Najciekawsze propozycje i zdjęcia mają szansę na wspaniałe nagrody ufundowane przez firmę Colian producenta Wafli Familijnych 2GO. Przygotowaliśmy dla Was fantastyczny konkurs, w którym do wygrania są: Karty Podarunkowe DECATHLON oraz smakowite wafle Familijne 2GO, które starczą na długi czas:-)

       Konkurs trwa dwa tygodnie, więc z pewnością każdy z Was zdąży przesłać swoją propozycję. Wierzę, że powstanie ciekawa baza z licznymi propozycjami na rodzinne wycieczki rowerowe. Nasze pięć typów uwzględniających możliwości najmłodszych dzieci już teraz możecie przeczytać na końcu postu.

Rodzinne trasy rowerowe

Regulamin konkursu:

  1. Organizatorem konkursu jest blog mojedziecikreatywnie.pl, a partnerem konkursu i fundatorem nagród firma Colian.
  2. Konkurs trwa od 18.07.2016r. do 31.07.2016r.  do godz 23.59.
  3. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone  w dniu 03.08.2016r.  na blogu mojedziecikreatywnie.pl w poście konkursowym oraz na fanpage Moje Dzieci Kreatywnie.
  4. Prześlij jedno swoje zdjęcie na rowerze, a najlepiej całej rodziny choć nie jest to warunek konieczny. Do opisu zdjęcia dodaj opis gdzie najbardziej lubicie jeździć na rowerach. Zdjęcie wraz z opisem prześlij na adres mailowy  ewaarts@wp.pl z dopiskiem w tytule: konkurs rowerowy.
  5. W mailu podaj swoje imię i nazwisko oraz oświadczenie, że nadesłane zdjęcie oraz opis jest twojego autorstwa. Dodaj również, że wyrażasz zgodę na publikację zdjęcia konkursowego na blogu mojedziecikreatywnie.pl oraz w materiałach promocyjno-reklamowych firmy Colian.
  6. Trzy najciekawsze zdjęcia oraz opisy otrzymają następujące nagrody:

1 miejsce: Karta Podarunkowa DECATHLON o wartości 300 zł + wafelki Familijne 2GO o wartości ok. 90 zł

2 miejsce: Karta Podarunkowa DECATHLON o wartości 200 zł + wafelki Familijne 2GO o wartości ok. 90 zł

3 miejsce: Karta Podarunkowa DECATHLON o wartości 100 zł + wafelki Familijne 2GO o wartości ok. 90 zł

  1. Przy wyborze zwycięzców konkursu będziemy brali pod uwagę takie kryteria jak  klimat i atrakcyjność zdjęcia oraz szczegółowość i walor merytoryczny opisu zaproponowanej trasy rodzinnej.
  2. Zwycięzców konkursu wybiera jury w skład którego wchodzi moja rodzina oraz przedstawiciel partnera konkursu firmy Colian.
  3. Po ogłoszeniu wyników konkursu najpóźniej w ciągu tygodnia zgłoś się mailowo na adres ewaarts@wp.pl w celu ustalenia danych do wysyłki nagrody.


Wyniki konkursu:


                Kochani wspólnie z naszym parterem firmą Colian wybraliśmy trzy najciekawsze według nas opisy tras rowerowych. Pierwsze miejsce zdecydowanie należy się Panu Arturowi za niezwykle inspirujący opis z 6 dniowej wycieczki rowerowej z synem. Całość możecie przeczytać na końcu postu. Z drugim i trzecim miejscem było już znacznie trudniej, ale ostatecznie wybraliśmy następujące propozycje:

1 miejsce: Pan Artur

2 miejsce: Pani Alicja T-S

3 miejsce: Magdalena P.

                  Wszystkim serdecznie gratuluję jestem pewna, że część osób zainspiruje się Waszymi propozycjami i wybierze się z całą rodziną w te niezwykle urokliwe trasy rowerowe. Bardzo proszę o kontakt mailowy w celu ustalenia wysyłki nagród.

          Stwórzmy razem listę najciekawszych tras rowerowych dla całych rodzin na terenie Polski.

 

Rodzinne trasy rowerowe w Polsce

wafle familijne

wafle familijne

blogi parentingowe

         Familijne 2GO to pyszne wafelki rodzinne idealne na każdą wycieczkę, nie tylko rowerową. To połączenie delikatnego kremu czekoladowego z puszystym kremem mlecznym, które razem tworzą wyjątkowo zgraną i pyszną kompozycję. Nie brudzą rąk (czekolada jest w środku, a nie na zewnątrz) i zachowują świeżość dzięki temu, że każdy wafelek zapakowany jest oddzielnie. Są doskonałe na wspólne, rodzinne wycieczki, a dzięki porcji mleka i czekolady zagwarantują też energię do wspólnej zabawy. Moje dzieci są juz największymi fanami tej słodkiej przekąski, teraz przed każdym wypadem pytają, czy zabrałam wafle 😉


Najciekawsze rodzinne trasy  rowerowe po Polsce


 

wycieczki rowerowe

 

PAS NADMORSKI W TRÓJMIEŚCIE

            W Gdańsku znajdziemy już wiele tras, które można pokonać z całą rodziną. Cały pas nadmorski to doskonała i łatwa propozycja rekreacyjna, to trasa pełna pięknych widoków, szumu morza, lasu i świeżego morskiego powierza. Zdecydowanie w sezonie trzeba liczyć się z dużym zainteresowaniem tą lokalizacją. Po drodze znajdziemy wiele miejsc na odpoczynek oraz punktów gastronomicznych. Trasa jest łatwa z dobrą nawierzchnią i bez większych wzniesień. Jeśli wyruszymy z Gdyni przez Sopot do samego Gdańska trasa liczy nawet 30 km. Po drodze mijamy piękny Klif w Orłowie oraz niewielkie drewniane molo, kolejne najdłuższe molo miniemy w Sopocie, tu jednak wstęp jest płatny. Przyjemne miejsce na odpoczynek mniej więcej w połowie trasy znajdziemy w parku Jelitkowskim lub kawałek dalej w okolicach mola w Brzeźnie. Po drodze jest też wiele innych atrakcji jak mini golf czy park linowy. Zaletą wycieczki pasem nadmorskim jest możliwość wyruszenia w dowolnego punktu i wybrania odpowiedniej dla nas długości trasy oraz atrakcji.

 

DROGA DO LEŚNICZÓWKI W GOŁĘBIEWIE

            To urokliwa leśna terasa, która nie jest tak licznie oblegana, bo dla niektórych może być problemem dojazd do leśnego odcinka tej drogi rowerowej. Podłoże jest na tyle przyjazne, że również rolkarze upodobali sobie część tej trasy, nas też często można tam spotkać na rolkach czy hulajnodze. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce, jeśli marzy nam się rodzinny wypoczynek w większym zaciszu. Przy trasie znajdziemy też wydzielone miejsca na odpoczynek, piknik czy ognisko. Z Leśniczówki Gołębiewo możemy dojechać do Sopockiego Brodwina, na szosową pętlę ul. Reja oraz na główny szlak rowerowy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Znajdziemy tu różnej trudności trasy rowerowe.

 

PARK W SOPOCIE

              To część parku, w której znajdziemy nie tylko trasy rowerowe, ale również wydzielony asfaltowy odcinek dla rolkarzy tak zwaną pętlę. W parku możemy pograć w piłkę, odpocząć na trawie lub na plaży, odwiedzić jeden z placów zabaw czy siłownię “pod chmurką”. Gdy znudzi nam się jazda po parku, możemy ruszyć w stronę Gdyni lub Gdańska pasem nadmorskim. Po drodze znajdziemy kilka punktów gastronomicznych ze smacznym jedzeniem, gdzie możemy odpocząć całą rodziną.

 

NADMORSKI PARK im. Ronalda Reagana w GDAŃSKU

           Największy Park w Gdańsku z ogromnym placem zabaw, mnóstwem atrakcji i rozmaitymi ścieżkami. Już pierwsza przejażdżka może zachwycić najmłodszych rowerzystów. Wiele urokliwych miejsc do odpoczynku czy na rodzinny piknik. W letnie dni warto dojechać do mola w Brzeźnie lub odpocząć chwilę na plaży, podziwiając morze. Promenadą możemy pojechać w stronę Westerplatte, Sopotu, a nawet do Gdyni. Urocze stawki, mostki i rozmaita zieleń pozwolą oderwać się od miejskiego zgiełku. Tu znajdziemy najłatwiejsze miejskie trasy rowerowe odpowiednio oznaczone i bezpieczne nawet dla najmłodszych.

 

PARK W GDAŃSKU OSOWIE

          Tu z pewnością można odpocząć i pojeździć bezpiecznie całą rodzinką. Choć nie ma tu zbyt wiele miejsca, to uroczy stawek, plac zabaw dla młodszych czy sportowe sprzęty dla starszych dodatkowo urozmaicą aktywny weekendowy wypoczynek. Tu Michałek uczy się jeździć na dwóch kółkach, a Adaś pędzi na czas wokół urokliwego stawku. Niewielki pomost, wyspa na środku stawu, liczne ptactwo sprawia, że to jedno z naszych ulubionych miejsc.

 

trasy rowerowe dla dzieci

        Ścieżka rowerowa ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru na Słowacji  Przełomem Dunajca. Droga idealna do jazdy na rowerze nawet dla małych miłośników rowerowania . Długość ścieżki to około 10 kilometrów, podczas której podziwiać można Sokolicę oraz Trzy Korony od Słowackiej strony.Czas przejazdu zależy od indywidualnego tempa oraz celu podróży, można tą trasę przejechać w kilka godzin jak również poświęcić na nią cały dzień.Początkowo ścieżka jest oddzielona od traktu pieszego, jednak już kilka kilometrów za Szczawnicą jest to jedna wspólna trasa i należy respektować na niej wzajemnie swoje prawa (mowa o pieszych i rowerzystach).Nawierzchnia szutrowa i asfaltowa.Trasa spokojna ale z kilkoma podjazdami, w okresie wakacyjnym panuje tutaj wzmożony ruch pieszych.Chętni na wycieczkę rowerową, której celem jest Słowacja (i nie tylko ci, ale najlepiej wszyscy) powinni zaopatrzyć się w kaski rowerowe – obowiązkowo.Podróż jest bardzo przyjemna i relaksująca. W upalne dni osłona drzew daje oddech od słońca, rzeka zaś przyjemny chłód.Na trasie jest jeden mocny podjazd, przed rozpoczęciem którego umieszczono znaki nakazujące rowerzystom zejście z roweru i wyprowadzenie go pod górę pieszo. I tu zalecamy stanowczo zastosowanie się do oznakowania.

Polecam i zapraszam do małopolski Paulina B.

wycieczki rowerowe dla dzieci

Naszym ulubionym kierunkiem tras jak widać są łąki, a przez te łąki dostajemy się na pobliski targ, gdzie możemy kupić smakołyki prosto z pola czy może być coś piękniejszego?

Pozdrawiam Katarzyna G.

 

ciekawe trasy rowerowe

         Oto nasza najulubieńsza trasa, na każdą pogodę, na każde możliwości. Nie za długa, łatwa, w pięknych okolicznościach Doliny Baryczy. I choć z Wrocławia mamy do początku ścieżki około godzinę drogi to kilka razy w roku pakujemy rowery i lądujemy w Sułowie. Ścieżek rowerowych w Dolinie Baryczy jest pełno. Nasza ulubiona to ścieżka rowerowa trasą dawnej kolejki wąskotorowej na odcinku Sułów-Milicz. Bardzo fajnie przygotowana trasa pod dzieci, większość to asfalt (wylany w miejscu gdzie kiedyś leżały tory) lub po leśnej ścieżce. Po drodze mijamy mini stacje kolejowe, przejazdy kolejowe a na początku ścieżki w Sułowie i na jej końcu w Miliczu stoją prawdziwe wagony 🙂 W Miliczu zatrzymujemy się zawsze na odpoczynek w Fabryce Bombek gdzie działa również bardzo miła kawiarnia Trasa w jedną stronę ma nie całe 10km, w dwie ok 20km więc to naprawdę dostępny dystans…

Monika P.

wycieczki rowerowe dla dzieci

1) Trasa nr 1 – rowerem nad jezioro Gardno, Dołgie Małe i Dołgie Duże!

Niezwykle malownicze widoki i błoga cisza –  tak w skrócie można opisać naszą wycieczkę rowerową szlakiem trzech bajecznie położonych jezior – Gardno, Dołgie Małe i Dołgie Duże (Wielkie). Trasa niezwykle bogata w walory przyrodnicze, łatwa pod względem technicznym, idealna na wyprawy z dziećmi (oznakowany szlak, szerokie, leśne dukty).

2) Trasa nr 2rowerem przez Objejskie Łąki – oazę ciszy i spokoju.

Objejskie Łąki to oaza ciszy i spokoju, kawałek dzikiej Polski. Bliskość jeziora Gardno sprawia, że jest to teren bardzo różnorodny pod względem przyrodniczym, z pięknymi widokami. Słychać tu rechotanie żab, śpiew ptaków i szum traw. Na obszarze Objejskich Łąk znajduje się wieża widokowa, do której w tym roku dojechaliśmy szlakiem rowerowym z Rowów (ok. 3 km), w ubiegłym z Dębiny (można zrobić  pętlę Rowy – Objejskie Łąki – Dębina – Rowy) w ramach dłuższej wycieczki rowerowej). Trasa łatwa, oznakowana, idealna dla rodzin z dziećmi.

3) Trasa nr 3 – Jura Krakowsko – Częstochowska na rowerach!

Kraina wapiennych ostańców, zamków, dworków, jaskiń jest świetnym miejscem do uprawiania rodzinnej turystyki pieszej i rowerowej. W ostatnich latach powstało wiele szlaków sprzyjających aktywnej formie wypoczynku.  Na szczęście nie jest to region jeszcze jakoś wybitnie skomercjalizowany pod kątem turystycznym.  Znajdziemy dużo spokojnych, „dzikich” miejsc. Jedna z naszych obowiązkowych tras obejmuje źródła Zygmunta i Elżbiety, Diabelskie Mosty, rezerwat Ostrężnik, pałac Raczyńskich i dworek Zygmunta Krasińkiego. Trasa jest łatwa o wysokich walorach przyrodniczych i historycznych.

Magdalena P.

rodzinne trasy rowerowe

          Mnie i mojego męża Andrzeja (oprócz miłości, młodych i… kredytu mieszkaniowego J ) łączy wspólna pasja – turystyka kwalifikowana. Sebastian (10 l.) i Zosia (4l.) najbardziej lubią uprawiać ją na rowerach. Z racji ich wieku rodzinnie zwiedzamy głównie Ełk i okolice. Cieszymy się z tego, że mieszkamy w mieście, które leży niemal w samym centrum Zielonych Płuc Polski. Dzięki temu, aby odpocząć od codziennego zgiełku nie musimy daleko wyjeżdżać.

Wystarczy wyruszyć z ul. Kilińskiego na ełcką promenadę (dł. 6 km), by rozkoszować się jazdą rowerem brzegiem Jeziora Ełckiego.  Na trasie tej na rodzinę (i nie tylko) czeka wiele atrakcji, m.in.:

– nowoczesne place zabaw (przy promenadzie jest ich ponad 3),

– Centrum Edukacji Ekologicznej przy ul. Parkowej (wystawy, akwaria z egzotycznymi i rodzimymi rybami, piękny ogród, ścieżki dydaktyczne, chodnikowe gry planszowe, możliwość zrobienia ogniska za symboliczną złotówkę od osoby,…),

– plaże (w tym dwie strzeżone),

– drewniany pomost w kształcie litery T, z którego widać panoramę Jeziora Ełckiego i Ełku,

– park linowy (bardzo atrakcyjne ceny!, darmowa „ścieżka” dla maluchów),

– liczne lokale gastronomiczne oferujące przepyszne i zdrowe dania, lody też J

– zabytkowy most na Jeziorze Ełckim, za którym znajduje się zamek krzyżacki wybudowany w 1398-1406, pod okiem ówczesnego komtura bałgijskiego – Urlicha von Jungingena,

– park edukacyjny M. Kopernika – nawiązujący do układu planetarnego i gwiazdozbiorów,  na jednej z ponad 50 parkowych ławek usytuowana jest rzeźba Kopernika, w parku znajduje się Układ Słoneczny zbudowany z 10 kul granitowych o różnych kolorach. Każda ma tabliczkę wmontowaną w chodniku z informacjami o planecie m.in.: nazwa, masa, odległość od słońca czy średnica. Poprzez zabawę park ma edukować dzieci i młodzież z zakresu astronomii i fizyki. Dla najmłodszych wybudowano plac zabaw dla w formie gwiazdozbiorów “Mały Wóz” i “Wielki Wóz”. Układ gwiezdny umożliwia dzieciom swobodną wspinaczkę i przechodzenie po konstrukcji.

– park sportowo – rekreacyjny: znajdują się w nim: bieżnia o długości 400 m oraz 4 stanowiska treningowe z elementami do ćwiczeń siłowych i sprawnościowych (m.in. drążki do podciągania, widełki do pompek, ławeczki do ćwiczeń brzucha, ławki do podskoków oraz liny wspinaczkowe, orbitreka i tzw. motylka). Łącznie zamontowano prawie 20 urządzeń. Ponadto w parku znajdują się również podwójne dziecięce huśtawki oraz bujaki piłkowe, a także stoły piknikowe i ławki parkowe,

– boisko „Orlik” przy SP 7 – m.in. boiska do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki, siłownia (podświetlana nocą),

– kilka punktów wypożyczających rowery wodne i kajaki,

– fontanna na wodzie (podświetlana nocą),

– drewniane rzeźby władców Polski do III rozbioru Rzeczypospolitej (wzdłuż odcinka leżącego na osiedlu Centrum).

           Co pewien czas rodzinnie wyjeżdżamy poza Ełk. Gdy dni są długie pokonujemy ponad 50 km, aby nacieszyć się unikatową różnorodnością przyrody – od lasów,  jezior i rzek, przez strumyki, równiny i doliny morenowe, aż po zielone pagórki. Naszą ulubioną trasę wyznaczyliśmy w ubiegłym roku – dzięki awersji do „wkuwania”  teorii. Syn miał mieć sprawdzian o parkach narodowych, rezerwatach i pomnikach przyrody. Aby mu pomóc w nauce J postanowiliśmy odbyć wycieczkę rowerową tropem pomników przyrody. Po odszukaniu w Internecie pomników przyrody w Ełku i okolicach, wraz z Liderem małżonkiem ustaliliśmy trasę: Ełk – Chruściele –  Szarek – Szarejki –Maleczewo –Barany – Ełk. Wysłane zdjęcie zostało zrobione 13.09.2015r. – podczas pierwszego rajdu tą trasą. Gdzieś między Maleczewem i Baranami.

 Teren: miasto Ełk i okolice

Długość trasy: ponad 25 km

Czas: ok. 5 godz. (tempem rekreacyjnym)

Rodzaj drogi:   asfalt, ełcka promenada (kostka brukowa), drogi szutrowe

OPIS TRASY:

EŁK

ꜜ ul. J. Kilińskiego

ꜜ Plac Jana Pawła II

ꜜ ul. Słowackiego (park) –  znajdują się w nim drzewa, które zostały uznane za pomniki przyrody w 1998 r.:

– klon jawor (Acer pseudoplatanus)  o obwodzie 205 cm i wys.  20 m,

– klon pospolity (Acer platanoides) o obwodzie  219 cm i wys.   27m,

– klon pospolity (Acer platanoides) o obwodzie  210 cm i wys.   26m.

ꜜ Park Solidarności, znajdujący się pomiędzy ul. 3-go Maja i J. i H. Małeckich: (przy ul. Małeckich) dąb szypułkowy (quercus robur) ob. 2,70 m, wys. 26 m (2005) oraz (przy ul. 3-go Maja) Adam i Ewa – dwa złączone ze sobą drzewa z gatunku  Buk zwyczajny (Fagus sylvatica). „Kochankowie”  mają 22 m wysokości. Jedno z nich (pewnie Adam:) ma 240cm obwodu, a drugie 170cm.

ꜜ ul. A. Mickiewicza

 ꜜ ul. Wojska Polskiego

 ꜜ Al. 1000-lecia (tzw. promenada)

ꜜ  półwysep Jeziora Ełckiego – wśród tras parku linowego znajduje się dostojny dąb szypułkowy (quercus robur) o ob. 3,40 m i wys. 26 m (2005)

 ꜜ Al. 1000-lecia (tzw. promenada) – niedaleko Ełckiego Centrum Kultury  rosną dwa okazałe dęby szypułkowe. Jeden ma obwód 420 cm i wys. 24 m, drugi ma 350cm w obwodzie i 28 m wysokości. Owe dęby od 2005 roku mają nadane imiona, kiedy to uczniowie SP 4 im. prof. Władysława Szafera w Ełku wyszli z inicjatywą i nazwali je: Władysław Szafer i Michał Kajka.

ꜜ Ul. Zamkowa (Z  Ełku  do Chruściel jedzie się przez las, asfaltową drogą, ruch samochodowy poza sezonem nie jest duży)

CHRUŚCIELE

(Droga szutrowa prowadząca wśród łąk i pól uprawnych. Po pokonaniu kilku wzniesień, zawsze zatrzymujemy się, aby podziwiać widoki – z lewej strony drogi Góra Bunelka wys. 167 m n.p.m., a z prawej – widok  na Jezioro Szarek.  Na jego północnym brzegu znajdują się zabagnione w sporej części zwarte zespoły leśne, wśród których założono rezerwat bobra “Bartosze”. Na południowy zachód od jeziora rozciągają się wysokie i strome pagórki o wysokościach dochodzących do 185,3 m n.p.m. Bezpośrednie otoczenie jeziora tworzą grunty orne i łąki. Jezioro jest połączone wąskim odpływem z jeziorem Ełckim. Wpada do niego kilka małych odpływów, które okresowo wysychają.)

SZAREK

GÓRA BUNELKA – Te morenowe wzgórze jest jednocześnie punktem widokowym i… cmentarzem z 1915r. (spoczywają tam żołnierze niemieccy  i  rosyjscy, którzy polegli w kilku bitwach o Ełk w latach 1914-1918). Na szczyt Bunelki prowadzą kamienne schody, przy których ustawiony jest kamień z wyrytym napisem: MAX ZURCHER LETZTER BESITZER VON BUT SARKEN 1948. Na szczycie Bunelki, na kamiennym cokole ustawiony jest 6 metrowy drewniany krzyż i marmurowa tablica o treści: CMENTARZ WOJENNY “BUNELKA” 1914 – 1918 MIEJSCE SPOCZYNKU 23 ŻOŁNIERZY NIEMIECKICH I 64 ROSYJSKICH (w języku polskim i niemieckim). Dla naszych młodych, z racji ich wieku, rola wzgórza jako miejsca wiecznego spoczynku tak wielu ludzi, spada na dalszy plan. Dzieci zawsze zachwycają się pięknem krajobrazu. Ze szczytu Bunelki roztacza się bowiem imponujący widok m.in. na panoramę Ełku. Przy dobrej pogodzie patrząc na południe można nawet zobaczyć oddalone o 20 km Grajewo. W miejscowości Szarek można też podziwiać piękne konie z tamtejszej stadniny i… kolejne pomniki przyrody:

– dąb szypułkowy (Quercus robur) o szer. pnia 470cm i wys. 23m,

– lipa drobnolistna (Tilia mordata) o wys. ponad 22m.

Drzewa te podniesiono do rangi pomnika przyrody w 1962 r.

Zachwyt należny w/w przedstawicielom

(Droga asfaltowa, a przy niej: „wznoszące się do nieba” krzaki czarnej porzeczki, piękna przydrożna roślinność, m.in. alejka wierzb, znajdujące się na wzniesieniach i w dolinach morenowych łąki i pola uprawne.)

SZAREJKI

(Droga asfaltowa, a następnie szurtowa. We wrześniu ubiegłego roku między Szarejkami a Maleczewem, blisko wsi Mąki, napotkaliśmy bele ze słomy ułożone tak, aby tworzyły swoisty płot oddzielający pole od szutrowej drogi. Bardzo spodobał się on naszym młodym, które zarządziły przymusowy postój  i zażądały sesji fotograficznej na w/w belach.)

MALECZEWO

(Droga szutrowa i asfaltowa, a przy niej nieużytki, łąki i pola uprawne z bardziej sprzyjającymi rolnikom pochyłościami.)

BARANY (w miejscowości tej przekraczamy rzekę Ełk)

EŁK

(Droga asfaltowa)

Opracowanie: Alicja T – S.

przyczepki rowerowe dla dzieci

Dzieci uwielbiają swoją przyczepkę, a najczęściej jeździmy na ogródki działkowe 🙂

Marzena G.

wycieczki rowerowe z dziecmi

           Chociaż mieszkamy na Mazurach, gdzie tras rowerowych pośród malowniczych okoliczności przyrody nie brakuje, to ostatnimi czasy spędzamy urlopy na Podlasiu. Każdy dziwi się, co takiego sprawia, że ten właśnie region Polski wybieramy na wakacyjne wojaże. Powód nr 1 – ciekawe trasy rowerowe. Powód nr 2 – urokliwa miejscowość Supraśl. Samej miejscowości opisywać nie będę, warto wybrać się tam osobiście 🙂

             Ulubionych tras rowerowych mamy kilka, jedną z nich jest malownicza trasa Białystok – Supraśl, licząca 10 km, biegnąca wzdłuż drogi z Białegostoku do Supraśla. Trasa bardzo popularna, można tu spotkać wielu rowerzystów, w weekendy ścieżkę oblegają rodziny z dziećmi. Ścieżka dosyć zróżnicowana jeżeli chodzi o wzniesienia terenu, momentami można się zmęczyć, szczególnie jadąc z dzieckiem w foteliku 🙂 Dla mniej doświadczonych rowerzystów niektóre wzniesienia mogą być lekko problematyczne. Na szczęście na trasie, za wsią Ogrodniczki, po pokonaniu ostrego wzniesienia dojeżdżamy do parkingu leśnego z ławeczkami i stolikami, gdzie można zatrzymać się na odpoczynek i zebranie sił przed dalszą jazdą. Z parkingu prowadzi też droga w las, na teren nieczynnej żwirowni, gdzie stąpając bosymi stopami po nagrzanym od słońca piasku (w niczym nieustępującemu piaskom nadmorskim) docieramy do malowniczego zbiornika wodnego. Zjeżdżając ze wzniesienia, na którym znajduje się parking, docieramy do miejscowości Krasne, gdzie po prawej stronie możemy zobaczyć stawy rybne, a po lewej zabudowania i nieczynny młyn.

             Trasę do Supraśla możemy pokonać wzdłuż głównej drogi (ścieżka rowerowa urywa się jedynie w miejscowości Ogrodniczki – przez miejscowość przejeżdżamy asfaltem), albo bocznymi leśnymi drogami w okolicach jeziora Komosa, z którym związana jest legenda o nieszczęśliwej, niespełnionej miłości Heleny i Zbyszka, dwojga kochanków, których rozdzieliła bratobójcza ręka. Podobno do tej pory, w sierpniowe noce, podczas pełni księżyca można usłyszeć nad jeziorem różne odgłosy, raz jest to płacz, innym razem przerażający krzyk zamordowanej Heleny. Trasa ma swój koniec w niezwykle urokliwej, pełnej zabytkowych zabudowań miejscowości Supraśl, w której mieści się też słynne Liceum Plastyczne im. Artura Grottgera (dawny pałac Bucholtza – przepiękna budowla). Warto zwiedzić również Muzeum Ikon i przespacerować się klimatycznymi uliczkami Supraśla, zadowalając oko drewnianą zabudową, brukowanymi uliczkami i oddychając czystym powietrzem (Supraśl ma status uzdrowiska).

            Godna polecenia jest również ścieżka prowadząca z Białegostoku, przez Supraśl w kierunku miejscowości Cieliczanka i do Rezerwatu Cieliczańskiego – zdecydowanie mniej uczęszczana niż popularna trasa Białystok – Supraśl albo ścieżka Białystok – Supraśl – Królowy Most (znany z filmu “U Pana Boga za piecem”) – tzw. Szlak Napoleoński.

Pani Agnieszka D.

trasy rowerowe dla dzieci

Zdjęcie 3 pokoleń na rowerze: mojego męża, dzieci i dziadka. W takim składzie Chłopcy jeżdzą nowo powstałą ścieżką rowerową na Bulwarach nad Mleczną w Radomiu.

Pani Agnieszka M-Ż.

9

         Nasza ulubiona trasa rowerowa jest na odcinku drogi Kwidzyn – Korzeniewo ( woj. pomorskie). Jest to odcinek drogi długości ok 6km w jedną stronę. Bardzo lubimy nim jeździć gdyż nie daleko nas płynie piękna królowa rzek Wisła i często ją odwiedzamy. Trasa jest bezpieczna – praktycznie cała jest wyłożona ścieżka rowerowa – także nawet starsza córka nie ma problemu z jej pokonaniem. Na zdjęciu mama Krysia, tata Piotrek, Córka Julka (9lat) i córka Zuzia (5lat).

Zgłoszenie przesyła Krystyna B.

10

           Wybieram trasę odpowiednią dla dzieci w wieku 4 i 5 lat bo tyle miały moje kiedy zaczynaliśmy.

Miejsce: Dąbrowa Górnicza, Jezioro Pogoria III

     Nie opisuję dojazdu bo w czasach GPSów i smartfonów moja orientacja w terenie spadła do zera:) Przy samym jeziorze znajduje się ogromny parking, gdzie bez problemów znajdziemy miejsce parkingowe.

     Trasa biegnie wzdłuż brzegu całego jeziora przez co jest bardzo atrakcyjna widokowo, wynosi ok 6 km i w większości jest asfaltowa, nie ma wielkich górek przez co nadaje się dla małych dzieci. Rodzice młodszych mogą równocześnie biec obok dzieci lub jechać na rolkach.  No i najlepsze… zwieńczeniem wysiłku dzieci może być zabawa na 2 placach zabaw, siłownia dla starszych, lody, kawa dla rodziców…lub wypoczynek na dużej zadbanej plaży z możliwością kąpieli, wypożyczenia kajaków i rowerków wodnych – to bardzo zachęca dzieci. Aha i duże zadbane molo!

Wersja dla starszych dzieci:

         Parkujemy w niedalekiej odległości przy jeziorze Pogoria IV dojazd od dzielnicy Piekło lub Marianki. To Jezioro ma już ok 16 km obwodu, ale my robimy tak, że kilka km pokonujemy wzdłuż “czwórki” zjeżdżamy charakterystycznym, oznakowanym skrótem do “trójki” dojeżdżamy do naszego miejsca centralnego – plaża-tam robimy dłuższą przerwę na zabawę i piknik po czym wracamy – to jest ok 7 km w 1 stronę.

         Moje dzieci jeżdżą tam od kilku lat… ale zaczynały w przyczepce rowerowej 🙂 Moje córki obecnie Hanna prawie 6, a Nina prawie 5 lat bardzo lubią tę trasę.  A ja nie martwię się o auta, strome podjazdy i zjazdy, korzenie, piasek…

To chyba tyle:) podsumowanie

zalety:

-łatwy dojazd – prawie centrum Dąbrowy Górniczej

-łatwa trasa

-malownicze widoki

-zagospodarowany teren – kosze, ławki, dobry asfalt, parking

-możliwość manipulowania trasą – odległościami

-świetna motywacja dla dzieci -place zabaw, molo, plaża, gastronomia…

Wady:

– niestety jest jedna…w sezonie dużo ludzi, ale jak widać po nas trasa jest świetna również poza sezonem

POLECAMY ANNA, HANNA i NINA

foteliki rowerowe opinie

“Słonko świeci , deszczyk pada

co za nuda nas dopada

W żadnym razie, być nie może

na rowery , tam nad morze

Olek mały więc w fotelu,

Piotr zaś sam pokona wielu

mama z tatą tuż za nimi

Zdążyć ciężko, mało siły

Damy radę … Piękny widok

słońce, plaża i zabawa

Teraz las i… czas już wracać

Jutro znów tu przyjedziemy ,

nowe miejsca odkryjemy…..”

           Ja, mój mąż (robi zdjęcie więc go nie widać:) i nasi chłopcy Piotruś 6 lat i Oluś 4 lata bardzo lubimy wycieczki rowerowe. Praktycznie codziennie robimy po kilka kilometrów w okolicach miejsca zamieszkania a tym razem wakacje też spędziliśmy z rowerami. 6 dni pobytu nad morzem w tym 4 dni z rowerami. Te wakacje jeszcze bardziej zaszczepiły w chłopcach zamiłowanie do rowerowych wycieczek. wakacje spędziliśmy w Sarbinowie ale dzięki rowerom zwiedziliśmy Gąski, Chłopy, Mielno, Ustronie Morskie. Na zdjęciu trasa z Sarbinowa do Gąsek z piękną przyrodą, słońcem i nile spędzonym wspólnie czasem. Piękna skarpa a za nią piaszczysta plaża i spokojne morze czego chcieć więcej…? Za rok znów zabieramy rowery…..

Emilia M.

foteliki rowerowe

Las Młociński w Warszawie        

          Uwaga, na północnym krańcu Warszawy grasują sarny, wiewiórki i… mali cykliści! Trasa z Łomianek do Lasu Młocińskiego i z powrotem to 12 km. Podobna odległość do pokonania z warszawskiego Żoliborza. Ścieżki zacienione i szerokie, spokojnie mieszczą się dwa rowery plus piesi. Z dodatkowych atrakcji: drewniane domki z miejscem do rozpalenia ogniska, urokliwe zejście nad Wisłę przy głównym szlaku oraz leśny plac zabaw na polanie edukacyjnej, podzielony na dwie strefy – dla maluszków i nieco starszych dzieci. To ważne z dwóch powodów. My dorośli lubimy mieć jakiś punkt docelowy na trasie, a mały cyklista w połowie wycieczki może rozprostować nóżki i dodatkowo wyszaleć się przed snem. Zwłaszcza, jeśli nie ma jeszcze dwóch lat.

Karolina A.

jaki rowerek dla dziecka mapa tras rowerowych

           Nasza przygoda rodzinna z rowerem zaczęła się gdy synek miał niespełna roczek ! Wówczas zaczął z nami podróżować w foteliku rowerowym. Później przyszedł czas na rowerek biegowy, rowerek czterokołowy a teraz jeździmy na wycieczki każdy na swoim. Nasze podróże rowerowe zaczynają się w pociągu !!Taka nasza tradycja , łączymy wycieczki rowerowe z wycieczkami pociągiem tj. pewną cześć trasy pokonujemy pociągiem resztę pedałujemy na rowerach . Podróżujemy pociągiem aglomeracyjnym tj, podmiejskim , którym przewóz rowerów kosztuje 0 zł.!! I tak zwiedzamy naszą okolice. Zawsze staramy się wybierać miejsca docelowe takie aby były atrakcyjne dla synka. . Mieszkamy na obrzeżach Zgierza.( woj . łódzkie). Synek lat 5 , obecnie samodzielny cyklista na dwóch kółkach , mając 3 latka brał udział w zawodach rowerowych zajmując 1 miejsce na rowerze biegowym .
Chcielibyśmy przedstawić nasze propozycje wspólnych wycieczek rodzinnych na rowerach w formie opisowej jak i na mapie którą sami stworzyliśmy.

Zgierz – WIOSKA INDIAŃSKA
Pociągiem dojeżdżamy do stacji Chociszew.
Następnie drogą asfaltową poprzez las i okoliczne domy dojeżdżamy rowerami do wioski indiańskiej w której czeka na nas mnóstwo atrakcji i zabaw dla dzieci.
Dojazd ze stacji kolejowej ok.15 -20 minut.Droga asfaltował ,z małym natężeniem ruchu. Oznakowana. Jedzie się płynnie , bezpiecznie i miło 🙂
Atrakcję Wioski Indiańskiej: spływ canoe, mini zoo, jazda quadem, a dla rodziców możliwość upieczenia w ognisku kiełbasek.

Zgierz – ZAMEK W ŁĘCZYCY
Pociągiem dojeżdżamy do Łęczycy ,później udajemy się drogą asfaltową pomiędzy blokami na zamek rycerski. Moc atrakcji czeka na zamku : od starych armat po zwiedzanie wieży z której rozpościera się piękny widok na okoliczne wioski.
Dojazd zajmuje ze stacji kolejowej ok.15 -20 minut, droga kręta , asfaltowa, z dużym natężeniem ruchu, podróżujemy w kaskach i kamizelkach odblaskowych zachowując pełną ostrożność.

Zgierz – ZGIERZ PARK LINOWY.
Przebrnąć z dzieckiem jeżdżącym samodzielnie na rowerze  prze zatłoczone miasto to żadna atrakcja , tylko dużo stresu i nerwów,więc jak zwykle wsiadamy w pociąg , jedziemy do stacji Zgierz Główny i później bocznymi uliczkami udajemy się do parku linowego , gdzie cała rodzina może się powspinać i miło spędzić czas niczym Tarzan.
Atrakcje : Wspinaczka , świetny plac zabaw, możliwość popływania kajakiem lub rowerkiem wodnym na stawie miejskim.
Dojazd zajmuje ze stacji kolejowej ok 20 minut . Trasa miejsca , kręta , asfaltowa, trudna bo nie ma ścieżki rowerowej.
Pani Beata P.
blogi rodzinne
           Zdjęcie przedstawia całą naszą rodzinkę. Ponieważ synek (13 miesięcy) dopiero zaczyna przygodę rowerową, a 4 letnia córka niedawno nauczyła się jeździć rowerem bez bocznych kół to nasze rowerowe trasy są jeszcze nie za długie. Dziś było to już 9 km! Ale staramy się w dzieciach zaszczepiać miłość do rowerów i innych sportów i zachęcamy je do wspólnej jazdy.Trasy rowerowe po których jeździmy na początek to trasy wzdłuż Nysy Łużyckiej w Zgorzelcu. Trasa jest malownicza, piękna wśród pól i łąk przy akompaniamencie ptaków i koników polnych.Zrobić zdjęcie rowerowe całej rodziny to nie lada wyczyn ale nam się udało bez narażania życia i zdrowia nas ani osób postronnych 🙂
pozdrawiamy Gosia, Robert, Ola i B.
rodzina na rowerze
          Wspólnie uwielbiamy trasę rowerowa wokół zbiornika wodnego Pogoria III w Dąbrowie Górniczej. Ścieżka rowerowa jest przystosowana dla dzieci. Droga asfaltowa momentami szutrowa. Nie jest  długa bo ma ponad 6km ale zawsze robimy przerwę przy molo. Fantastyczne miejsce żeby coś zjeść i troszkę odpocząć podziwiając przyrodę.
Marta Ch.

          rodzinne trasy rowerowe

              Naszym ulubionym terenem rowerowym na rodzinne wycieczki jest Jura Krakowsko – Częstochowska. Jest to obszar całkiem spory, tak że tras rowerowych jest tam tyle, iż każdy znajdzie coś dla siebie. Są zarówno te wymagające (przewyższenia!) jak i te, którymi przejadą najmłodsi. Jeździmy tam od zawsze. Na początku z synem w foteliku rowerowym, później, gdy posiadł już umiejętność samodzielnej jazdy – już z pełnoprawnym uczestnikiem wycieczek. Naszych ulubionych tras z tego terenu jest mnóstwo. Z reguły prowadzą one obok efektownych ruin, czy w pobliżu wychodni skalnych.

Ponieważ trudno wybrać tę „jedyną” – przedstawię taką, która obejmuje prawie cały obszar. Trasę tę przejechaliśmy z ośmioletnim synem w ciągu sześciu dni. Była to jego pierwsza „prawdziwa” wyprawa rowerowa. Oczywiście, poszczególne odcinki można potraktować jako wycieczki jednodniowe. Niestety, tym razem mama musiała zostać – praca…

Tak więc kolej na prawdziwie męską wyprawę…Syn podszedł do pomysłu z wielkim zapałem – postanowił, że też chce wieźć bagaż. Dokręciłem więc do jego roweru bagażnik i zamocowałem małe sakwy, w których wiózł drobne rzeczy… Plan był taki: ruszamy z Częstochowy i kierujemy się w stronę Krakowa. Jednak bez ściśle ustalonego szlaku czy drogi – by móc modyfikować podróż wedle aktualnej sytuacji czy potrzeby. Tak jednak, by zahaczyć o większość atrakcji po drodze.
Podróżowanie z dzieckiem stawia jednak przed nowymi wyzwaniami. Czym się różni taka jazda od tej w dorosłym gronie? Na pewno większą dozą humoru, mnóstwem zabawnych, nieprzewidzianych sytuacji… Ale i większą odpowiedzialnością za bezpieczeństwo, właściwy wybór trasy czy znalezienie właściwej knajpki w porze obiadowej. Krótszy dzienny dystans jest oczywiście normą. Musiałem też myśleć i działać za dwóch. Na szczęście syn szybko się zaadoptował, uczył się błyskawicznie i pomagał mi w codziennych obowiązkach. Trzeba minimalizować pomyłki i wpadki, by jazda była przyjemnością a nie drogą przez mękę. Każda porażka musi być wyrównana jakąś nagrodą. Obojętnie jaką – lody, medal z szyszki… Homeostaza przede wszystkim. Co jeszcze? Ważny jest cel – dziecko musi jechać „dokądś”, jazda dla samej jazdy nie wchodzi w rachubę. Najgorsze jest czekanie – nieodzowne w każdej podróży. Dla dziecka to prawdziwa męka… No i trzeba wieźć ze sobą dobry humor. Im więcej tym lepiej.
Czy ośmiolatek da radę? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! Zwłaszcza ten, który jeździ na rowerze w miarę często. Zawsze można wybrać łatwiejszą trasę. Drodzy Bikerzy! Na swej drodze spotykacie pewno mnóstwo osób, które z niedowierzaniem i dezaprobatą będą kręciły głowami słysząc o takiej podróży. Najczęściej będą to jednak osoby, które roweru nie używają w ogóle, bądź tylko po to, by dojechać do sklepu…
Spotkani na trasie ludzie wielokrotnie wyrażali podziw dla ośmioletniego turysty. Oczywiście tata czuł wielką dumę… Mimo, że wiele przygód miało dramatyczny wręcz charakter, jednoznacznie śmiem stwierdzić, że nasza wyprawa była przede wszystkim doskonałą zabawą i wspaniałą przygodą. Nasza przygoda miała też aspekt edukacyjny – chociażby jak sobie radzić z przeciwnościami losu i wykazać hart ducha. Teraz najważniejsze: nic tak nie łączy i nie buduje więzi jak wspólna droga. Wspólne doświadczenia syna z tatą są nie do przecenienia !
Pokonaliśmy dystans ok. 200 km. Aha…syn już zapowiedział, że za rok jedziemy znowu! Tym razem z mamą.

Dzień pierwszy: adaptacja
Częstochowa – Olsztyn – Siedlec: 31,18 km.

GPS: http://www.gpsies.com/map.do;jsessionid=A1FBBF7ED8BB701AC3CCEE3BD608D790.fe3?fileId=olgjmqpwxwqehhik
Pobudka o 4:45, śniadanie i pospieszne pakowanie, by zdążyć na pociąg który ruszał o koszmarnej 5:41. Ledwo zdążyliśmy. Przestronny wagon rowerowy z wieszakami na nasze pojazdy i puste przedziały zaskoczyły nas pozytywnie. Niestety, w Katowicach wszystkie przedziały były już wypełnione do ostatniego miejsca. W Częstochowie wysiadamy o godz. 8:02, ładujemy bagaże na rowery i chodnikami staramy się wydostać z miasta. Przebiegło to nawet sprawnie, bez specjalnego błądzenia. Za rogatkami miasta skręcamy w szutrową drogę i obok kamieniołomu dostajemy się na wzgórze z widokiem na miasto. Jesteśmy już na trasie. Zjazd do drogi na Srocko, po kilku km odbijamy szlakiem przez las i dojeżdżamy do wsi Kusięta . Potem asfalt, kawałek główną drogą, zjazd i w oddali widzimy ruiny zamku w Olsztynie – miejsca naszego postoju. Zanim nastąpi zwiedzanie – na centralnym placu miejscowości uszczuplamy zapas prowiantu przygotowanego przez mamę. Jeszcze tylko wizyta w sklepie po lody, wodę mineralną i postanawiamy zdobyć zamek. Wstęp na teren ruin jest płatny, jednak zdolni wejdą od strony Gór Sokolich bez takich formalności 😉 Ruiny są dość spore i robią naprawdę duże wrażenie. Na posiłek polecamy knajpkę przy głównym wejściu na zamek. Szef kusił nas zupą rybną, którą właśnie sporządzał i miała być za pół godziny. Jednak ze względu na czas – decydujemy się na barszcz ukraiński, który był też niczego sobie. Ruszamy dalej na południe okrążamy Góry Sokole i przez Biskupice docieramy do Siedlca, gdzie w byłej szkole działa schronisko młodzieżowe. Rozbijamy namiot , bierzemy prysznic i po posiłku decydujemy się wrócić ok. 1 km, by zobaczyć Pustynię Siedlecką. Było warto. Mimo, że zarasta sosną, wyłaniająca się z lasu olbrzymia góra piachu – robi wrażenie… Wracamy i po kolacji wskakujemy w śpiwory.

Dzień drugi: morze łez…
Siedlec – Mirów – Bobolice – Podlesice: 26,08 km

GPS: http://www.gpsies.com/map.do?fileId=ylnajmsxfmnbrnce
Najpierw syn upuszcza na betonowy krawężnik GPS, który rejestruje naszą trasę. Na wyświetlaczu pojawia się mała plamka. Sprawdzam go: na szczęście działa! Potem chcąc wyjechać spod szkoły razem ze spotkaną grupą rowerzystów, syn zahacza kierownicą o bramę i…gleba na całego. W skrócie: rana – płacz – dezynfekcja – płacz – opatrunek – płacz – jedziemy dalej. W miarę kręcenia pedałami płacz stopniowo ustaje…Dojeżdżamy do Bramy Twardowskiego, gdzie stoi tablica opisująca legendę o Twardowskim. Syn słucha z zainteresowaniem, gdy ją czytam i zapomina o bólu. Dalej jedziemy świetną szutrową ścieżką rowerową wśród skał do zamku ruin Ostrężnik. Po zamku wiele nie zostało. Żeby się o tym przekonać, trzeba jednak wspiąć się na wysoką skałę. U dołu w skale tej znajduje się mogąca pomieścić kilka osób jaskinia. Stąd jedziemy przez Trześniów do Łutowa, gdzie na skałach spotykamy pierwszych wspinaczy. Wczoraj nieźle spiekło nas słońce Niestety, w żadnym sklepie po drodze nie ma kremu z filtrem. Gdy dojeżdżamy do Mirowa – znajduję wreszcie krem, zjadamy obiad i oglądamy przyjemne ruiny zamku. Za Mirowem podążamy kamienistą drogą w stronę Bobolic. Gdy widzę naprawiającego dętkę rowerzystę, żartuję mówiąc: „O! Robota!”. Kilometr dalej sam łapię gumę… A więc…robota. Chcąc mieć to za sobą, zrobiłem to tak szybko jak umiałem. Gdy napompowałem koło, okazało się że…w środku zostawiłem łyżkę do ściągania opon! Niczym w historii o chirurgu, który zaszył skalpel w brzuchu pacjenta. Tak więc…znowu robota. Wtedy nadjeżdża spotkany wcześniej biker, uśmiechamy się i rzuca: ”Witamy w klubie!”. Nie mogę powstrzymać śmiechu. Ale…wcale mi nie do śmiechu. Przy kolejnym pompowaniu uszkadzam pompkę. Co prawda jeżdżą tu rowerzyści, ale jakoś nikt nie ma pompki…I tak mija półtorej godziny. Syn się martwi i widzę, że spod ciemnych okularów wypływają mu łzy…Męcząc się strasznie, udaje mi się w końcu moją pompką dobić takie ciśnienie, by ostrożnie jechać dalej. Ruszamy. Na kamieniach decyduję się prowadzić rower, by nie było powtórki. Zamek w Bobolicach zrobił na nas spore wrażenie. Przede wszystkim tym, że jest odbudowywany. Gdy byłem tu ostatni raz – z zarośli sterczały kikuty ścian. Teraz: kilka pięter, okna, wieża, dach. Niektórym skojarzy się może z Disneylandem – nie będę jednak rozstrzygał co lepsze: kamienie w chaszczach, czy zamek… Gdy dojeżdżamy do Podlesic, rozbijamy namiot na campingu, bierzemy prysznic i stawiam na kuchence wodę na herbatę. Podczas wygłupów syn kopnął rondel z gotującą się wodą, ta się wylewa i słyszę RYK! Szybko biorę butelkę z zimną wodą i wylewam ją na nogę syna. Zaczynam ją oglądać i okazuje się że…nie ma nawet śladu oparzenia. Na szczęście woda wylała się w przeciwną stronę, a syn wyje tylko dlatego, że się przestraszył. Uff…Czuję jak schodzi ze mnie powietrze. Dla pewności opryskujemy nogę Oxycortem, jemy wczesną kolację i gdy przerażenie znika na dobre – pieszo wybieramy się na górę Zborów. Widok ze szczytu jest niesamowity. Oglądamy skąd dzisiaj przyjechaliśmy i dokąd pojedziemy jutro. Gdy wieczorne słońce oświetla skały pomarańczowym blaskiem, schodzimy na dół. W śpiworach razem stwierdzamy, że wykorzystaliśmy dziś już cały zapas pecha, a od jutra będą już same pozytywne doznania.

Dzień trzeci: tłumy
Podlesice – Skałki Rzędkowickie – Morsko – Ogrodzieniec – Żelazko: 39,13 km

GPS: http://www.gpsies.com/map.do?fileId=xtvrztedykecagpf
Ruszamy wcześnie rano, zaraz po śniadaniu, dopóki słońce jeszcze nie praży. Zdążyłem już dopompować koło pożyczoną pompką. Kawałek jurajskim highway’em na Żarki, by za wiaduktem kolejowym odbić na Rzędkowice. Tu podprowadzamy rowery pod słynne skałki. Następnie pieszo idziemy ocenić stopień wyszkolenia młodych adeptów himalaizmu. Nie rozczarowujemy się – wspinaczy jest całkiem sporo. Skałki też niczego sobie – niektóre jak z westernu. Jedynie spora obecność much każe się domyślać – co je tu sprowadza…
Ruszamy dalej, za Rzędkowicami odbijamy w polną drogę i kierujemy się w stronę Morska. Tu czeka nas spore wyzwanie – podjazd. Jest on tym bardziej uciążliwy, że szutrową drogą do ośrodka w Morsku jeżdżą też samochody. Ponieważ jest sucho, co chwilę musimy stawać zasłaniając usta i nosy przed tumanami kurzu…Na górze przy zamku tłum ludzi. Dopiero teraz dociera do mnie, że dziś niedziela. Ośrodek przyjemny, jest nawet basen. Ku memu zdziwieniu, syn jednak nie chce zakosztować chłodzącej kąpieli. Ponagla mnie nawet – jedźmy już dalej. Zjeżdżamy więc znajomym szutrem i przez Skarżyce (kamienny kościółek), Żerkowice kierujemy się w stronę Podzamcza. W Kiełkowicach przy skrzyżowaniu zatrzymuję się, by sprawdzić mapę. Gdy mam już pewność co do dalszej drogi, obok nas zatrzymuje się samochód miejscowego mieszkańca. Ten proponuje nam wariant szlakiem orlich gniazd, przez las, a więc z cieniem. Gdy się pytam, czy jest on przejezdny na obciążonym rowerze – słyszę, że tak i czasami jeżdżą tą drogą samochody. Ciekawe jakie. Chyba wojskowe pojazdy opancerzone. Początkowo wyglądało to rzeczywiście tak, jak przedstawił to nasz lokalny przewodnik. Jednak po chwili na drodze pojawił się piasek jak na plaży. Jazda okazała się niemożliwa, a prowadzenie było poważnie utrudnione. I tu wybuchł konflikt. Syn zaczął dramatyzować i nie obeszło się bez wzajemnego oskarżania się o zły wybór trasy. Na cofnięcie był za późno. Pozostało brnąć do przodu – około 1 km w piachu po kostki. Gdy wyszliśmy obok grodu na górze Birów, syn nie miał nawet ochoty go oglądać. Jedziemy więc pod ruiny w Podzamczu. Tłumy tutaj przekraczają już granice zdrowego rozsądku. Po obiedzie w zatłoczonej restauracji, rezygnujemy nawet z wejścia na teren ruin i jedziemy dalej. Przez Ryczów docieramy do Żelazka, gdzie wg danych z Internetu, miało się znajdować schronisko młodzieżowe. Było. Rozbiliśmy namiot i wzięliśmy prysznic. Okazało się, że sympatyczna obsługa obiektu wyjeżdża i zostawia nam klucze do pustego budynku. Ponieważ nie było drobnych do wydania przy regulowaniu należności za nocleg – poprosili, bym przy odjeździe zostawił pieniądze wraz z kluczami sąsiadom za płotem… Niezły klimat. Wieczorem zrobiliśmy sobie ognicho z pieczonymi kiełbaskami. Chociaż mieliśmy rozbity namiot to…puste schronisko kusiło wygodniejszym spaniem. Tak więc, wypada przyznać: tę noc spędziliśmy pod dachem. Piętrowe łóżka niemiłosiernie się chybocą i skrzypią.

Dzień czwarty: długi dystans
Żelazko – Ryczów – Smoleń – Ojców: 48 km

GPS: http://www.gpsies.com/map.do?fileId=tsijsdghbnwalrdm
Rano oddajemy klucze pani z sąsiedztwa, regulujemy należność i podjeżdżamy do Ryczowa. Tu kupujemy mleko i sporządzamy muesli, które natychmiast zjadamy. Następnie wąskimi drogami asfaltowymi docieramy do Smolenia. Ruiny zamku są dostępne dla każdego. Może poza górnym poziomem, na który trzeba się wspiąć po klamrach. Zamek jest zarośnięty i ukryty w gąszczu drzew, ale ma to swój urok… Odtąd droga przez mękę – cały czas otwartym terenem, bez szans na chwilę cienia. Poruszamy się bocznymi asfaltowymi drogami, starając się ominąć jak najwięcej z szosy Wolbrom – Kraków. Na szczęście jest lekko z górki i wiatr wieje nam w plecy. Jedziemy nad wyraz szybko, jednak piekące słońce robi swoje – jesteśmy zmęczeni i potrzebujemy energii. Jak na złość w żadnej z mijanych wiosek nie ma restauracji czy baru, gdzie można się posilić. Syn zaczyna się niepokoić, ja zaś pocieszam go, że w następnej miejscowości na pewno coś będzie. Przy którejś „następnej”, gdzie rzekoma knajpka, okazała się zwykłą mordownią – następuje kryzys. Syn wpada w panikę i odmawia dalszej jazdy. Widzę, że jest bardzo słaby. Kupuję więc w sklepie dwie błyskawiczne zupki, kiełbaski, pomidory, pieczywo i za chwilę na zacienionym stoliku prze sklepem – mamy podróżniczą ucztę. Ze zdumieniem patrzę, jak błyskawicznie wszystko zniknęło ze stołu. Jeszcze deser. I lody. Po posiłku urządzamy sobie popołudniową sjestę i spod sklepu ruszamy za dobrą godzinę. No, ale teraz to była jazda…Czysta przyjemność. Gdy wjeżdżamy na teren Ojcowskiego Parku Narodowego – wreszcie upragniony cień i fantastyczny zjazd wąskim, równiutkim asfaltem prosto pod…bramę zamku na Pieskowej Skale. Do tej pory do zamku wspinałem się do góry. Zamek dziś zamknięty. Robimy więc obchód jego okolicy, kilka fotek i chcemy zjechać na drogę pod zamkiem. Niestety to niemożliwe – musimy sprowadzać rowery po schodach. Dalej szosą lekko w dół, obok maczugi herkulesa, do Ojcowa. Gdy przy zakręcie widzę pierwszy camping – zatrzymujemy się i rozbijamy namiot. Standard sanitariatów – szkoda gadać…Na jedną noc – przeżyjemy. Po kąpieli zjeżdżamy obok kaplicy na wodzie pod zamek w Ojcowie, gdzie restauracja. Jemy więc na kolację zasłużony dziś obiad.

Dzień piąty: leje…
Ojców – Dol. Sąspowska – Sąspów – Jerzmanowice – Łazy: 15 km
GPS: http://www.gpsies.com/map.do?fileId=zofsyvhhuscifuxk
Ten dzień miał wyglądać inaczej… Poranek wita nas zachmurzonym niebem, co nie wróży niczego dobrego… Po śniadaniu dojeżdżamy do zamku w Ojcowie. Ten jest jednak zamknięty, oglądamy go więc z zewnątrz i dojeżdżamy do wejścia w Dol. Sąspowską. Tu zaczyna padać na dobre. Spędzamy więc około pół godziny pod parasolami baru, a gdy deszcz ustaje – ruszamy w Dol. Sąspowską. Dolina wije się malowniczo wzdłuż potoku, co jakiś czas drzewa odsłaniają skały. Mijamy piękny budynek stacji sejsmograficznej i dojeżdżamy do wsi Sąspów. Tu w sklepie kupujemy mleko i urządzamy sobie przy nim drugie śniadanie – obowiązkowe muesli. Dalej asfaltem do głównej drogi Kraków – Olkusz, przecinamy ją i zjazd do Jerzmanowic. Znów się rozpadało – my zmokliśmy i kolejny przystanek pod parasolami. Tym razem sklepu. Czas na przemyślenia – pod zadaszeniem sklepu spędzamy prawie dwie godziny. Mimo, że przejechaliśmy zaledwie 11 km, decyduję się skrócić dzisiejszy dystans i dotrzeć tylko do wioski Łazy, gdzie znajduje się schronisko młodzieżowe. Zostały nam 4 km. Robimy zakupy na obiad. Z bagażu wyciągam folię malarską, z której wycinam nożyczkami dwa kawałki i konstruuję coś w rodzaju ponczo. Start się nie udał – było za długie z przodu i syn wkręcił folię w korbę. Usłyszałem tylko przerażone wołanie zza pleców… Nożyczki ponownie poszły w ruch i wreszcie jedziemy. Gdy zjeżdżamy w sieczącym deszczu do Łaz, długie foliowe peleryny unoszą się za nami w powietrzu. Wyglądamy niczym rycerze pędzący na swych rumakach. Syn widzi to inaczej – mówi, że wyglądam jak Superman 🙂 Przy schronisku jesteśmy około godz. 14-tej. Zamknięte – otwierają o 17-tej. Na dzwonek nikt nie odpowiada. Gdy wyciągnąłem wydruki numerów telefonów do schronisk – okazało się, że deszcz rozmył tusz… Trzeba było pisać długopisem! Na budynku nie ma żadnej informacji o numerze telefonu do kogoś z obsługi. W pierwszym z brzegu domu informują nas, że we wsi jest drugie, prywatne schronisko. Hurra! Otwarte! Miła właścicielka wpuszcza nas do środka. Po pierwsze – gorąca kąpiel, po drugie gorąca herbata. Potem sporządzenie posiłku. Pod wieczór pogoda się poprawiła – zdecydowaliśmy się więc jeszcze na rowerowy rekonesans Dol. Szklarki. W drodze powrotnej do schroniska, gdy pieszo pokonujemy sporą górkę – z zarośli przy szosie wychodzi stado krów i gospodarz, spędzający je na noc z pastwiska. Nie wiadomo kto był bardziej zaskoczony – my, czy opróżniające się prosto pod nasze koła zwierzęta… Gospodarz nas zagaduje, jednak podczas rozmowy z nim, widzę kątem oka, jak syn pospiesznie się oddala – przeraźliwy smród krowich odchodów zrobił swoje…
Nocleg wygodny, ciepły i suchy.

Dzień szósty: ostatki
Łazy – Dol. Będkowska – Dol. Kobylańska – Rudno – Wola Filipowska: 34 km
GPS: http://www.gpsies.com/map.do?fileId=nvkjduezfxspaqzl
Od rana przygód ciąg dalszy: podczas śniadania kot właścicieli schroniska skacze na stół i wylewa na syna muesli z mlekiem. Grzeczny kotek zrobił to specjalnie. Gdy jestem zajęty sprzątaniem – on sobie spokojnie zlizuje rozlane mleczko… Wyciągam ostatnią czystą koszulkę, pakujemy bagaż i ruszamy. Od schroniska w Łazach prawie cały czas w dół. Najpierw szutrem zjeżdżamy do Dol. Będkowskiej, którą za niebieskim szlakiem pieszym – również w dół. Dookoła pojawiają się coraz większe grupy skalne, aż stajemy na polu namiotowym pod olbrzymią ścianą Sokolicy. Skalna ściana robi wrażenie. Nie spodziewałem się nawet, że będzie tak wielka. Odtąd wąski asfalt, przerywany szutrowymi kawałkami doprowadza nas do wejścia w dolinę. Tu odbijamy na Kobylany i wjeżdżamy w Dol. Kobylańską. Skalne ściany są tutaj obklejone wspinającymi się śmiałkami. Po pieszej penetracji doliny wracamy do Kobylan i asfaltem przez Brzezinkę, Rudawę i Młynkę – wjeżdżamy do lasu Terczyńskiego Parku Krajobrazowego. Równa, wąska asfaltowa droga prowadzi nas cały czas prosto – do ruin zamku Teczyn w Rudnie. Wyjeżdżamy po jego wschodniej stronie, przy „ścianie” którą już znam, niemożliwej do pokonania obładowanym rowerem. Objeżdżamy go więc około 2 km, by stanąć u jego bram. Zamkniętych na kłódkę bram. Jestem rozczarowany. Od mieszkającej obok kobiety dowiaduję się, że to decyzja wojewody, która jest konsekwencją ciągnącego się sporu na linii rodzina Potockich – urzędnicze państwo. Podobno chodzi o prawa własności do obiektu. Tak więc zamiast biwaku na trawiastym dziedzińcu zamku – rozkładamy się niedaleko parkingu, mając ruiny w całej okazałości przed sobą. Zjadamy po zupce przyrządzonej na miniaturowej kuchence i…znowu zaczyna kropić. Ponieważ do stacji PKP jest stąd około 5 km, zwijamy się szybko, by zdążyć zanim rozpada się na dobre. Niestety nie zdążyliśmy… A więc przerwa w tradycyjnym „schronie” – przystanku autobusowym. Na szczęście pogoda się poprawia i dojeżdżamy do Woli Filipowskiej. Stąd już pociągiem, aż do miejsca zamieszkania. Na peronie czekała mama, w domku zaś – pyszny obiadek, który znów zjedliśmy jako kolację…

Propozycja trasy od Pana Artura B.

2 comments

  1. Anna

    Super, że są organizowane takie konkursy! Są na pewno dobrą okazją do rodzinnej integracji i wspólnej zabawy. Nagrody też całkiem fajne więc było o co walczyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Translate »